Jeszcze w 1944 roku powstał pomysł, żeby wykorzystać kler do walki klasowej. Organizatorzy nowego państwa polskiego zdawali sobie sprawę z trudności jakie będzie miała nowa władza. Zakładano wtedy, że połowa społeczeństwa będzie przeciw państwu robotników i chłopów. Tak wynikało z badań, jakie prowadzili późniejsi założyciele PKWN, (wbrew temu co głosi prawicowa propaganda) najbardziej przychylna grupa społeczna to inteligencja i wyższa kadra techniczna, około 65% zwolenników. Grupą najbardziej przeciw byli chłopi i środowiska wiejskie, gdzie przeciwników było prawie 70%.
Radzieccy towarzysze twierdzili, że indoktrynacja i terror to znakomita metoda walki klasowej. Jednak polskie społeczeństwo różniło się znacznie od wyrobionego klasowo społeczeństwa radzieckiego. Należało więc użyć innych środków do walki klasowej. Pomysł jaki wtedy powstał był w swojej przewrotności wręcz doskonały. Do realizacji trzeba było pozyskać nowego, wpływowego sojusznika.
W czerwcu 1945 roku w ręce polsko-radzieckie trafiły dokumenty z Radomierzyc. Były to między innymi dokumenty niemieckiego wywiadu działającego na terenach okupowanej Polski. Po analizie tych dokumentów okazało się, że to prawdziwy „skarb”. W ręce polskich specjalistów od walki klasowej trafiły listy księży kolaborantów. Listy liczyły kilka tysięcy nazwisk, a kolaboranci byli na wszystkich szczeblach kościelnej hierarchii. Od października 1945 roku rozpoczęto rozmowy z hierarchami na temat możliwości współpracy. Wyniki rozmów były niejednoznaczne. Natomiast wyniki pracy operacyjnej w terenie były bardzo obiecujące.
Udało się pozyskać do współpracy wielu księży i zakonników. Z początku współpraca polegała na wzajemnej nieagresji, czyli ksiądz z ambony nie grzmiał, że komunista to szatan, a sekretarz nie wnioskował, że kościół przydałby się na magazyn gumiaków. Władza ludowa przymykała czujne oko na nadużycia do jakich dochodziło na ziemiach odzyskanych przy przejmowaniu majątków parafii ewangelickich.
Jednym z najlepszych pomysłów było wykorzystanie podstawionych ludzi do organizowania nowych parafii. Szczególnie na ziemiach odzyskanych, gdzie osadnicy pochodzili z różnych zakątków Europy. Plan był prosty. Jako, że osadnicy byli w stosunku do siebie nieufni, podstawieni ludzie jednoczyli osadników przeciwko wspólnemu wrogowi, czyli władzy ludowej i wtedy przewodnikiem lokalnej społeczności zostawał „właściwy„ ksiądz.
Dzięki podstawionym ludziom w latach 1945 do 48 na ziemiach odzyskanych powstało 70 nowych parafii, a podatność księży na tego typu zabiegi przeszła najśmielsze oczekiwania. Do 1948 roku współpraca przebiegała dość dobrze, a zwieńczeniem tego okresu współpracy było zakończenie reformy rolnej. Kościołowi udało się zachować ogromną większość przedwojennego majątku, a w przypadku ziem odzyskanych kościół katolicki zwiększył stan posiadania dziewięćdziesięciokrotnie.
Od kongresu zjednoczeniowego relacje zaczęły się pogarszać. Hierarchowie zaczęli wysuwać coraz śmielsze żądania, które coraz częściej dotykały zagadnień politycznych, a władza ludowa nie zamierzała ich spełniać.
Od 1949 roku w relacjach państwo – kościół zaczęła obowiązywać tak zwana doktryna Bieruta. W myśl tej doktryny kościół katolicki traktowany miał być jak każda instytucja państwowa, ze wszelkimi tego konsekwencjami. Tak jak w zakładach przemysłowych czy PGR-ach, tak w strukturach kościelnych zaczęły powstawać komórki zbierające informacje. Przez pierwsze dwa lata rozwój kościelnej agentury był minimalny. Wynikało to z braku koncepcji. W międzyczasie w piątym departamencie Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego coraz dynamiczniej rozwija się wydział 2, organizacyjnie przypisany do prowadzenia i kierowania agentami ukrytymi w strukturach kościelnych.
W 1952 roku, w czerwcu zostały opracowane wytyczne dotyczące wykorzystania księży do zbierania informacji i pozyskiwania nowych źródeł informacji. Został utworzony specjalny fundusz, z którego finansowana była działalność księży agentów. Biorąc pod uwagę ilość wydanych środków do efektów w postaci materiałów operacyjnych dostarczonych przez donosicieli, był to najbardziej efektywny fundusz w historii PRL.
Po likwidacji MBP nastały spokojniejsze czasy, ale rozpędzona machina dostarczała nieprawdopodobną ilość informacji. W powiatowych urzędach spraw wewnętrznych powstały wydzielone komórki do wstępnej selekcji materiałów. W KP MO w Jeleniej Górze w latach 1954-58 przetwarzaniem kościelnych donosów zajmowało się trzydziestu funkcjonariuszy i dwadzieścia trzy osoby cywilne. Po 1958 roku w wyniku zmian w strukturach milicji wszystkie kompetencje przejął wydział IV SB.
W ciągu tylko jednego, 1958 roku, zostało spalonych dwadzieścia sześć ton makulatury, w tym czternaście ton papierów, które wyprodukowali donosiciele w sutannach.
To fragment sprawozdania jakie sporządził szef czwartego departamentu w Jeleniej Górze dla ministra – „ Na 1246 imprez, w których w 1958 roku uczestniczyli księża, wypito 4,5 tyś. litrów samogonu czystego i 3750 litrów samogonu palonego. Zjedzono 2450 kg kiełbas i szynek oraz 2500 kg innego mięsa, które pochodziło z nielegalnego uboju. W tym też roku księża poświęcili 10240 sztuk złotej biżuterii, to jest: obrączki, pierścionki, łańcuszki, medaliki. W tym samym okresie dzięki obywatelskiej postawie jeleniogórskiego duchowieństwa udało się złapać i ukarać 72 spekulantów i oszustów, a wydział finansowy nałożył 156 domiarów podatkowych.”…….. Zgodnie z rozporządzeniem w listopadzie zostały spalone materiały zakwalifikowane jako… w ilości 122 000 teczek. Rozporządzenie ministra dotyczyło niszczenia materiałów które były nieprzydatne operacyjne.
Tak owocna współpraca trwała do połowy lat siedemdziesiątych. W styczniu 1975 roku na szesnastym plenum podjęta została decyzja o zmianie metod współpracy z duchownymi donosicielami. Pierwsza, a zarazem najistotniejsza zmiana polegała na wyraźnym ukróceniu zapędów majątkowych księży współpracowników. Taka decyzja władz wywołała fale niezadowolenia i doprowadziła do otwartego konfliktu KC – episkopat. Sytuacja została opanowana po tym, jak władze zaczęły ujawniać fakty członkostwa księży w PZPR. Do roku 1976 w szeregach PZPR i stronnictw było około dziesięć tysięcy towarzyszy księży.
Wracając do prac KPMO w Jeleniej Górze. Od momentu powołania do życia SB i później po utworzeniu czwartego departamentu współpraca państwo-kościół rozwijała się nadzwyczaj dobrze, a ilość informacji przekazywanych była imponująca. Wiedza jakiej dostarczyli dobrodzieje pozwoliła na złapanie wielu spekulantów, złodziei i przeciwników władzy ludowej. Współpraca z donosicielami pozwoliła wykryć na terenie województwa Wrocławskiego, w tym też na terenie Jeleniej Góry ogromne nieprawidłowości w handlu mięsem. W 1964 roku w sądzie wojewódzkim we Wrocławiu odbyły się procesy związane z aferą mięsną. Skazano wtedy czterdzieści sześć osób na kary od dwóch lat do kary śmierci, którą zamieniono na dwadzieścia pięć lat. W sądzie okręgowym w Jeleniej Górze także odbyły się cztery procesy związane z aferą mięsną. Skazano w sumie dwadzieścia dwie osoby.
A teraz o Karpaczu i słowie bożym.
Pełnomocnik majora Grigorjenki Kapitan….. zaprosił na rozmowę ówczesnego administratora archidiecezji Wrocławskiej, któremu zaproponował pomoc w tworzeniu nowych i rozwoju istniejących parafii. Propozycja została przyjęta. Efektem dobrej woli stron były ustalenia poczynione w grudniu 1945 roku odnośnie przejęcia ewangelickiego kościoła w Karpaczu oraz zorganizowania kaplicy w miejscowości Brückenberg. Władza ludowa przeznaczyła na kaplice pomieszczenie świetlicy domu wczasowego Warszawianka, a w1949 przemianowanego na Zakopianka 3. Jako, że w życiu nie ma nic za darmo więc katolicki duchowny spłacał dług wdzięczności wykazując należytą gorliwość i zaangażowanie. Informacje jakie przekazywane były do roku 1958 praktycznie mieszkańcom Karpacza większej krzywdy nie czyniły. Oprócz jednego przypadku obywatelskiej postawy. W 1957 roku osoba duchowna podzieliła się spostrzeżeniami na temat dziwnej pary, która to para odwiedziła księdza na plebanii i zaproponowała sprzedaż dolarów. To jedyny znany mi przypadek prawdziwie obywatelskiej postawy księdza. Okazało się bowiem, że para to groźni przestępcy, poszukiwani w całym kraju za dwa morderstwa i napady z bronią w ręku. W 1959 roku osoba duchowna dopomogła w złapaniu kierowcy z …… , który to kierowca dorabiał handlując złotem i dolarami. Wyrok trzy i pół roku. Pewien pielgrzym poskarżył się władzy, że przy meldunku w DW … w Bierutowicach nie dostał kwitka za opłatę klimatyczną. Jak się okazało po kontroli, to sprytny kierownik zachachmęcił dużo więcej pieniędzy z taksy klimatycznej. Kierownik DW dostał jakoś tak ze dwa lata.
Na początku lat siedemdziesiątych, pewien miłośnik zagranicznych pielgrzymek, a szczególnie do Francji w podzięce za łaskę władzy ujawniał „tajemnice spowiedzi”, czym doprowadził do szykanowania kilkunastu mieszkańców Karpacza. I nie tylko. To ten dobrodziej, który przez wiele lat zbierał na dzwon i organy. Jeździł również pod wpływem wina mszalnego swoją zieloną Skodą.
Aktem łaski władzy ludowej było pozwolenie na rozbudowę kościoła w zamian za pewne informacje, które to władza ludowa otrzymała. Był to wykaz darczyńców, oraz kwoty jakie deklarowali na rozbudowę kościoła. Wiedza płynąca z tego dokumentu pozwoliła na wykrycie sporych nadużyć w Karpackim FWP i Fabryce Dywanów w Kowarach. Kilkanaście osób zostało zwolnionych. Były też dwa wyroki za posiadanie pieniędzy bez pokrycia, oba w zawieszeniu. Skarb państwa skonfiskował też cztery samochody, których właściciele nie potrafili udowodnić, że zarobili na nie uczciwą pracą.
Władza posiadała również wykaz ludzi, którzy w latach osiemdziesiątych dostawali paczki. Wykaz obejmował nazwiska i zawartość paczek, a efektem tej wiedzy były trzy wyroki – jeden dla mieszkańca Kowar za wprowadzanie do obrotu nielegalnego towaru – trzy lata. Dwa dla spekulantów z Jeleniej Góry. Jeden cwaniak poszedł do paki na dwa lata, a drugi dostał w zawieszeniu trzy lata i bardzo wysoką grzywnę. Złoczyńca w akcie rozpaczy powiesił się, a ksiądz dobrodziej w akcie katolickiego miłosierdzia odmówił rodzinie zmarłego ostatniej posługi. Chociaż spora część z zarobionych przez złoczyńce pieniędzy zasilała tace tegoż plebana.
O późniejszym okresie ze zrozumiałych względów nic nie napiszę.
Kościół Katolicki nigdy nie zostanie zlustrowany. Gdyby otworzyć archiwa, to okazałoby się, że ludzie którzy w swoich środowiskach przez dziesięciolecia uchodzili za filary moralności, są najnormalniej w świecie ludźmi nikczemnymi.
Nasza władza korzystała z pomocy takich ludzi i dzięki nim przetrwała czterdzieści pięć lat. Pamiętajcie, że waszej władzy służą ci sami ludzie.
Każda władza wykorzystuje słabości swoich obywateli do tego żeby nimi rządzić. Władza ludowa do zapanowania nad katolickim społeczeństwem wykorzystała nieprawdopodobną pazerność księży. Od momentu przekazania władzy do dnia dzisiejszego sytuacja społeczeństwa zmieniła się diametralnie, kiedyś obywatele pracowali na władze ludową i jej dobrobyt, który to nigdy nie osiągnął poziomu dobrobytu hierarchów.
Nasi następcy oddali kraj kościołowi. Dzięki tak nierozważnej polityce. Kraj nasz stacza się w otchłań ciemnoty i zacofania. Jeśli donosiciel kieruje się ideami lub zawiścią, to można to zrozumieć i nawet wybaczyć. Natomiast jeśli powodem donosów jest pazerność to……
Opisuję te wydarzenia z nieukrywanym obrzydzeniem. Uważam, że postawa polskiego kleru od zakończenia wojny do dnia dzisiejszego zasługuje na najsurowsze potępienie. Bez wątpienia jest to najczarniejsza karta powojennej historii. Naszej i Waszej Polski Ludowej
Stary Działacz.
admin@skrzatykarkonoskie.pl
PS. Dla sprawiedliwości dziejowej napiszę kilka słów o księżach, którzy siedzieli w więzieniach. Otóż w latach od 1956 do 1985 przed sądami na Dolnym Śląsku zapadło 376 wyroków skazujących, z tego tylko dwa za działalność antypaństwową. Jeden we Wrocławiu dla księdza, który nawoływał z ambony do szturmu na komitet wojewódzki PZPR. Wyrok pięć lat, a zapadł w lutym 1971 roku. Ksiądz przesiedział cztery i pół roku.
Drugi w Wałbrzychu w styczniu 1977 roku dla księdza, który próbował zorganizować grupę dywersyjną, której celem miało być wykolejanie pociągów z węglem. Wyrok pięć lat, z tego ksiądz odsiedział trzy i pół roku. Pozostałe wyroki to albo przestępstwa gospodarcze, albo przestępstwa kryminalne. Było też kilkadziesiąt procesów cywilnych. Przeważnie o alimenty.
Na terenie powiatu i później województwa jeleniogórskiego w tym okresie, przewodziło swoim owieczkom dwudziestu jeden duszpasterzy, którzy uczestniczyli w cudzie poczęcia co musiały uwiarygodniać swoją doczesną powagą sądy. Karpackim plebanom cud ten przydarzył się trzykrotnie.